27. Meritum (2/2)

Hanna doskonale znała to uczucie, kiedy z samego rana, zaraz po przebudzeniu, w łóżku jest tak miło, ciepło i wygodnie, że aby dłużej utrzymać to uczucie, nie otwierała oczu, jakby chcąc przedłużyć sen, który już się skończył. Wtulała się wtedy w poduszkę i nie pozwalała myślom dnia codziennego opanować jej głowy. Tym razem czuła się tak samo. Kiedy jej koszmar przeminął, ogarnęła ją błogość i spokój, jakiej doznawała każdego poranka. Mimo, że tym razem to nie ranek, to uczucie się nie zmieniało. Byle się nie budzić. Byle pozostać w tym beztroskim, lekkim świecie, gdzie o niczym nie trzeba myśleć, o nic się nie martwić, o niczym nie decydować.
Ktoś położył dłoń na jej głowie. To całkiem przyjemne, pomyślała Hanna, dopóki nie usłyszała tych słów, które zawsze psuły magię poranka.
- Hanno, obudź się.
Jęknęła niezadowolona i instynktownie próbowała ścisnąć poduszkę, ale odkryła, że jej nie ma. Pozostało jej otoczyć głowę własnymi ramionami i zwinąć się w kulkę. Takim zachowaniem przypominała kota, któremu ktoś ośmiela się zakłócać drzemkę.
- Hanno, obudź się.
Głos, choć łagodny, w tej sytuacji był irytujący jak pstryczek w nos. Hanna skuliła się jeszcze bardziej.
- Nie. Chcę spać - burknęła, zaciskając powieki.
Zapanowało milczenie, ale dłoń wciąż głaskała głowę Hanny.
- Musisz się obudzić - głos zabrzmiał ponownie.
- Nie - fuknęła Hanna. Co to znaczy "musisz"? Żyła w wolnym kraju, nic nie musiała. Szczególnie się budzić. Spać nikt jej nie może zabronić. - Mogę spać wiecznie.
- Na wieczny sen trzeba sobie zapracować - padła odpowiedź, tym razem surowsza niż przedtem. - Wstawaj.
Mówiąc o pstryczkach, właśnie jeden poleciał. Jednak nos był zbyt dobrze schowany, by go obrać za cel, za to na wpół odsłonięte czoło nadało się idealnie. Po puknięciu rozległ się głuchy dźwięk, który echem odbił się w czaszce Hanny. Ta zniewaga wyrwała dziewczynę kompletnie z już i tak zepsutego drzemania.
- Co za cholera...?! - warknęła Hanna, gotowa gryźć i drapać. Z dłonią na pokrzywdzonym czole usiadła gwałtownie i wściekłym wzrokiem namierzyła pstrykacza. A kiedy to zrobiła, wnet spokorniała i skurczyła się, jakby powietrze z niej uszło.
- M- Mira...?
Uświadomiła sobie, że klęczy przy łóżku Bugsy'ego, a sądząc po ścierpniętym prawym ramieniu, musiała opierać na nim głowę podczas snu. Wszystko wyglądało tak samo, zanim zapadła w sen, poza kucającą przed nią nachmurzoną Mirą.
Jej wzrok automatycznie powędrował ku spoczywającemu na kolanach dziewczyny kartonowemu pudełku, od spodu przesiąkniętemu czymś, co wyglądało jak sok pomidorowy.
- O, widzę, że udało ci się skombinować wątróbkę - rzuciła beztrosko, chcąc rozładować napiętą atmosferę.
Pogodny nastrój tej wypowiedzi nie udzielił się Mirze. Dziewczyna westchnęła.
- Szybko doszłaś do siebie.
- Co? - spytała Hanna. Była nieco skołowana. Nie pamiętała nawet, dlaczego zasnęła, dopóki nie wytężyła umysłu. - A! Ten paniczyk!
- Paniczyk? - powtórzyła Mira, unosząc brew. Z jej tonu wynikało jednak, że wiedziała, o kim mowa.
- Taki ścięty pod linijkę giguś z czerwonymi oczami. Zjawił się tu nie wiadomo skąd, potem chyba coś wyjął z kieszeni i wtedy odleciałam.
- Tak, tak - przerwała jej łagodnie Mira, dając do zrozumienia, że nie musi się silić na opisy. - Wyczułam go już wtedy, jak byłyśmy w wymiarze Unownów. A konkretniej to jego Pokemona. Nie przypuszczałam jednak, że smarkacz posunie się do czegoś takiego, jak uwięzienie duszy w koszmarze.
- Duszy? Mówisz o Goldzie? - spytała Hanna, chociaż już znała odpowiedź. Po tym, jak Mira przytaknęła, zadała kolejne pytanie, ale odpowiedzi na nie nie znała i obawiała się ją poznać. - Co z nim teraz będzie?
Jak podejrzewała, odpowiedź nie była zadowalająca.
- Nie mam pojęcia. Świat snów to nie moja działka. Mam związane ręce, więc pozostaje mi tylko czekać, aż Alula zajmie się tą sprawą.
- Och, czyżbym słyszała swoje śliczne imię?
Obie dziewczyny jak rażone prądem powędrowały spojrzeniem w stronę źródła melodyjnego głosu. Alula opierała się o poręcz łóżka, pochylając się nad głową Bugsy'ego. Obejmowała twarz dłońmi i z szerokim uśmiechem wpatrywała się w zaskoczone dziewczyny.
- A! To pani! - pisnęła Hanna. - Wprawdzie pani nie widziałam, ale od razu poznałam ten głos.
- Witaj, Hanno. Cieszę się, że lepiej się czujesz. Chociaż, nie zrozum mnie źle, twój koszmar bardzo mi się podobał. Był taki dojrzały i z głębi serca. Głęboko wierzę w to, że pewnego dnia się z nim uporasz.
Hanna nie wiedziała, co na to odpowiedzieć. Zresztą i tak nie było jej to dane, kiedy Mira błyskawicznie podniosła się z kucków. I tym razem cudza radość nie wpłynęła na poprawę jej nastroju. Wręcz przeciwnie.
- Co tu robisz, Alulo? - zapytała grzecznie, aczkolwiek tak grobowym tonem, że Hanna na moment zapomniała o tajemniczej kobiecie i spojrzała na Mirę. Cieszyła się, że to surowe spojrzenie nie jest wycelowane w nią.
- O to samo mogłabym spytać ciebie, Miro. Jak sama nadmieniłaś, świat snów to nie twoja działka. Zatem nic tu po tobie, czyż nie tak?
Alula spławiała Mirę tak uprzejmie, że trudno było się na nią gniewać. Ale Mira nie ruszyła się z miejsca.
- Chciałam rzucić na niego okiem - skinęła na Bugsy'ego. - Widać, że te koszmary porządnie go wymęczyły.
Alula zaśmiała się perliście.
- I tylko po to się tu fatygowałaś? Przecież twoja nowa podopieczna może mieć na niego oko, dopóki problem nie zniknie.
Hanna zdziwiła się, kiedy Alula spojrzała na nią porozumiewawczo.
- Podopieczna? - powtórzyła, patrząc na Mirę, która jednak nie zaszczyciła jej spojrzeniem.
- Jak problem ma zniknąć, skoro tu jesteś? - drążyła dalej Mira ze wzrokiem wbitym w Alulę.
- Och, Miro, Miro - wciąż z ciepłym uśmiechem na twarzy Alula podeszła do Miry. Wtedy można było dostrzec, że jest od niej o głowę niższa. - Czyżbyś nie zawierzała własnym słowom? Mówiłaś, że mi zaufasz, zatem zrób to. Pomogłam Hannie, jednakże temu złotookiemu chłopcu nie muszę pomagać. A nawet nie powinnam. Mefist mi to uświadomił.
- Mefist ci to uświadomił - powtórzyła Mira z subtelną ironią w głosie.
Alula zachichotała. Hanna czuła się coraz bardziej niezręcznie. Atmosfera była tak gęsta, że można ją było pokroić w kosteczki.
- Jemu też powinnaś zaufać. Ostatecznie, jesteśmy dwiema stronami tego samego medalu. Naszą intencją nie jest krzywdzenie innych.
Waszą intencją może nie, chciała powiedzieć Mira, ale dała sobie spokój. Faktycznie, nic tu po niej.
Odwróciła się i jeszcze rzuciła przez ramię:
- Do twojej wiadomości, ufam wam wszystkim. Chociaż czasami to bardzo trudne.
- I vice versa - odpowiedziała Alula, a kiedy Mira zgromiła ją wzrokiem, tylko zachichotała, po czym powróciła do umęczonego Bugsy'ego i pogłaskała go po głowie, szepcząc kojąco: "No już, już, wszystko będzie dobrze".
Mira wyszła, jakby kompletnie zapominając o Hannie. Ta zaś odprowadziła ją wzrokiem i jeszcze przez chwilę patrzyła w pusty korytarz, w którym zniknęła Mira.
- Poszła sobie - powiedziała z niedowierzaniem. - Poszła sobie i znowu niczego mi nie wyjaśniła. Ja się zabiję normalnie.
Odpowiedziała jej cisza i Hanna miała paskudne uczucie, że zadrwiono z niej po raz drugi. I to w ciągu paru sekund. Obróciła głowę, żeby upewnić się w swoim przeczuciu.
- No oczywiście - kiwnęła na puste miejsce za Bugsym. - Kpijcie sobie z głupiej Hanny, bo czemu nie. Pojawiajcie się z dupy, zróbcie kisiel z mózgu, po czym idźcie kij wie dokąd.
Jedynym potencjalnym słuchaczem tych gorzkich żali mógłby być młody lider, gdyby wciąż nie męczył go zły sen. Zrezygnowana Hanna podczołgała się ku niemu i położyła mu rękę na czole. Chyba miał gorączkę.
- Skoro mam tu siedzieć i cię pilnować - powiedziała - to chyba się nie obrazisz, jak zajrzę do twojej lodóweczki i coś sobie skubnę? Hm? Nie słyszę sprzeciwu. Dobry z ciebie robaczek. Chociaż ktoś tu ma serce.

Gold biegł najszybciej jak potrafił, starając się nie myśleć o ścigających go Unownach. Wprawdzie nie były one prawdziwe, ale i tak mogły być szkodliwe, zwłaszcza w jego przypadku. Zepchnąwszy te negatywne myśli na dno umysłu, skupił się na biegu. Doskonale pamiętał kierunek i moment, w którym ujrzy światło.
I tym razem było tak samo. Malutki punkcik zamajaczył tuż przed nim i rósł z każdą chwilą, kiedy Gold się do niego zbliżał. Lecz wraz z tym odgłosy Unownów za nim stawały się wyraźniejsze i bardziej irytujące. Brzmiały jednak inaczej niż prawdziwe Unowny. Zamiast pisków i klekotania, jakie wywoływały w locie, Gold słyszał trzeszczenie i szum jak w radiu, kiedy próbuje się znaleźć odpowiednią stację. W końcu to fałszywe Unowny, tłumaczył sobie Gold. Mogą tylko wyglądać jak one, ale nie są nimi. Mają mnie tylko postraszyć.
Wsparty własnym rozsądkiem nie ustawał w biegu, a wręcz z nową determinacją biegł dalej, albowiem wyjście było już niedaleko.
- ...zaginiony... ...naście lat... ...to... ...walk...
Porównanie z radiem okazało się nad wyraz trafne, kiedy Unowny znikąd zaczęły brzmieć jak spiker czytający wiadomości. Z tym, że "zakłócenia" były zbyt nasilone, żeby ze zrozumiałych słów dało się ułożyć logiczną całość.
Gold ani myślał się zatrzymywać. Nic nie mogło go skłonić do przerwania biegu. Nie teraz, kiedy wiedział, co należy zrobić i był na dobrej drodze do realizacji swojego celu. Przyspieszał i miał świadomość, że zostawiał Unowny daleko w tyle. Uśmiechnął się kącikiem ust. Nie przeszkodzą mu byle sztuczkami.
- ...zaatakował... ...nie ocalało... ...zginęli wszyscy...
Już prawie jestem, pomyślał Gold. W oświetlonym otworze dostrzegł ludzką sylwetkę. Znajdowała się tak niedaleko, zaledwie parę metrów od niego. A teraz jeszcze bliżej! Wystarczyło jeszcze parę kroczków, parę centymetrów...
Gold skwapliwie wyciągnął rękę, jakby miał zamiar zgarnąć ostatnie ciastko ze stołu. Jego palce już prawie muskały białe światło, kiedy nagle poczuł na opuszkach dotyk czegoś glutowatego. Tak zapatrzony w ludzką sylwetkę nie dostrzegł czegoś tak pozornie oczywistego, jak niespodziewanie zmaterializowanego tuż przed jego nosem Unowna. Cofnął ze zgrozą i obrzydzeniem rękę. Właśnie dotknął oka Unowna! Spojrzał z przestrachem an swoje palce. Miał nadzieję, że przez nie zacznie znowu szarzeć i się rozpadać. Po oględzinach i pocieraniu opuszków uznał, że tym razem nic mu nie grozi. No tak, pomyślał, przecież te Unowny nie są prawdziwe.
Prawdziwe czy nie, jednak przeszkadzały mu w przedostaniu się na drugą stronę. A konkretnie w tej chwili ten jeden, który nagle dostał przyspieszenia i wyskoczył przed niego i nie ruszył się z miejsca mimo zarobienia palcami w oko.
Normalnie Gold wystraszyłby się, że ten stwór znajduje się tak blisko niego, a jego towarzysze wkrótce do niego dołączą. Ale jego cel był na wyciągnięcie ręki, więc fakt, że w ostatniej chwili mu przeszkodzono, wkurzył go niewypowiedzianie.
- O nie! Nawet sobie nie myśl, dziwolągu! Won!
Po czym, nie zważając na wcześniejszą odrazę i obawę, sprzedał Unownowi solidny lewy sierpowy, co poskutkowało natychmiastowym utorowaniem sobie drogi na drugą stronę. Za sobą usłyszał wściekłe piski innych Unownów, których kolega odleciał z płaczem gdzieś w bok. Tym razem Gold naprawdę szybko przebierał nogami. Doskoczył do przejścia i już w trakcie przerzucania jednej nogi zaczął wołać do postaci:
- Hej, ty! Wiem, kim jesteś i dlaczego ciągle śnisz ten koszmar! Ale już nie musisz się zadrę-
Przerwał mu przeraźliwy, chłopięcy krzyk. Widział, jak postać upadła na kolana i złapała się za głowę. Gold nie rozumiał, dlaczego. Przecież tym razem wyglądał normalnie. Unowny go nie dotknęły, więc... Chociaż, nie...
- Do diabła - zaklął. Jego dłonie błyskawicznie pokrywały się szarością. A jednak dotknięcie nie pozostało bez konsekwencji. Tak samo jak siłowe wywalczenie sobie przejścia lewą ręką. Czuł również, jak po jego policzkach spływało coś ciepłego. Już nie chciał myśleć o tym, jak za parę chwil zacznie wyglądać jego twarz.
Teraz albo nigdy. Jeśli nic nie zrobi, ten koszmar się powtórzy i całe jego wysiłki pójdą na marne. Zdenerwowany jeszcze bardziej złapał mocno chłopaka za ramiona.
- Przestań drzeć mordę! - krzyknął. - Facet jesteś czy dupa wołowa?!
Chłopak jednak patrzył ponad nim, na chmurę Unownów gromadzących się ponad nimi. Gold potrząsnął nim gwałtownie.
- Patrz na mnie, jak do ciebie mówię! Odrąbałeś mi ręce w rzeczywistości, ale właśnie to mnie uratowało! Gdybyś tego nie zrobił, rozpadłbym się całkowicie! Dlatego przestań się obwiniać! Ja wciąż żyję! Ty też, więc rusz się i zakończ to! To w końcu twój koszmar!
Gold już czuł, jak Unowny napierały na niego i ciągnęły z powrotem do przejścia. Silny uścisk Golda sprawił, że obaj zaczęli sunąć po ziemi. Chłopak pisnął i zaczął się szamotać.
- Nie! Nie puszczę cię! - zawołał Gold, jakby w odpowiedzi na jego niewerbalne protesty. - Nie po to się tu tłukłem, żebyś mi tu teraz skamlał! Rusz się!
Po usilnych próbach chłopak trzęsącymi się dłońmi wydobył z kieszeni Great Ball. Na prawo od niego zmaterializował się spory Pokemon także o sporych i groźnych ostrzach. Światło przejścia odbiło się w nich oraz w rozpływających się oczach Golda.
- Cięcie!
Pokemon wzbił się w powietrze i uniósł oba ostrza. Wymierzone prosto w Golda.
- Przestań! - wydarł się Gold. - Walcz z tym!
Szybki świst zadzwonił mu w uszach i zakręciło mu się w głowie. Pozostało mu już tylko uporczywe wołanie.
- Do jasnej cholery! Jak długo mam czekać, zanim zaczniesz walczyć, Bugsy?!
Ostrza przecięły łatwo jakby cięły masło. Ale Gold nie poczuł bólu. Uświadomił sobie, że zaciskał powieki, więc kiedy je uchylił, zauważył, jak Pokemon szybko i sprawnie kosił Unowny jednego po drugim, a ich płaskie połówki lądowały z plaśnięciem na posadzce.
Kiedy ostatni z nich został rozpołowiony, a tym samym zniknęło ostatnie źródło przenikliwych pisków, zapanowała grobowa cisza. Przerywały ją jedynie ciężkie oddechy Golda i Bugsy'ego. Pokemon lidera otrząsnął się szybciej, bo sam nie do końca wiedział, co tu się wyrabiało. Miał na uwadze głównie bezpieczeństwo swojego pana. Podfrunął do niego, sprawdzając, czy wszystko w porządku. Kiedy nie znalazł żadnych fizycznych obrażeń, spojrzał bacznie na Golda. Jego wąskie oczy wnet się rozszerzyły. Potrząsnał lekko Bugsym, ale ten powoli dochodził do siebie.
Tymczasem Gold z nieukrywaną ulgą obserwował, jak jego dłonie wracają do normalności. Dotknął policzków, które już nie były mokre i lepkie od czarnej cieczy. Miał ochotę roześmiać się ze szczęścia, ale coś mu nie dawało spokoju. Te dwa ostatnie zdania, które wykrzyczał, żeby dotrzeć do Bugsy'ego - miał wrażenie, że już je kiedyś wypowiedział. Tak, mówiła mu podświadomość, te słowa, dokładnie takie same słowa, już raz opuściły jego usta. Zatem to musiało znaczyć, że adresat też był ten sam. Gold spojrzał na tego drobnego, fioletowowłosego chłopaka i wiedział już, że jest to Bugsy i kiedyś go spotkał. Niestety, poza tym niczego więcej sobie nie przypomniał. Chciał zadać Bugsy'emu kilka pytań, ale był zbyt roztrzęsiony, żeby racjonalnie myśleć i żądać od równie roztrzęsionego chłopaka wyczerpujących odpowiedzi. Jak na jego gust, Bugsy był zbyt roztrzęsiony i nawet jego Pokemon nie był w stanie go uspokoić.
- Hej, wszystko gra?
Po chwili uświadomił sobie, że to pytanie było raczej bez sensu. W końcu zagadał do Bugsy'ego właśnie dlatego, że coś było nie w porządku. Mimo to zdawało mu się, że na dźwięk jego głosu szybki, nierówny oddech lidera nieco się unormował.
- Nieźle mnie wystraszyłeś, wiesz? Jeszcze chwila i pewnie sam bym skończył jak te placki.
Zerknął ukradkiem na przepołowione Unowny i zamarł. Połówki stopniowo zaczęły się unosić i świecić białym światłem, po czym wlatywać z powrotem do przejścia lśniącego równie jasno. I chociaż tym razem nie ciągnęły za sobą żadnego z chłopaków, Gold poczuł, jak również cofał się ku przejściu. To samo działo się z Bugsym i jego Pokemonem.
- Znowu coś? - spytał Gold, odruchowo spoglądając na swoje dłonie. One również zaczęły jaśnieć, jak i cała reszta duszy.
Mimo kolejnego nieznanego zjawiska, Gold czuł spokój. Coś mu mówiło, że wszystko dobrze się potoczyło i tym razem nie należało opierać się sile pchającej go do przejścia.
Był już niemal całkowicie pochłonięty przez biel, która wdzierała mu się do oczu. Zdołał tylko dostrzec, jak Bugsy i jego Pokemon również jaśnieli. Bugsy wreszcie przestał się trząść i podniósł wzrok. Na widok Golda wybałuszył oczy. Poruszył ustami, ale Gold niczego nie usłyszał. Biel najwyraźniej wdarła się również do jego uszu. Zanurzył się w niej całkowicie. Dryfował w niej tak z rozłożonymi ramionami i półprzymkniętymi oczami. Ta tajemnicza błogość nie trwała długo. Z wszechobecnej bieli wyłonił się inny blask, usytuowany na czymś wielkim i błękitnym, miejscami przysłaniany czymś białym i puchatym. Wtem pojawił się kolejny "przysłaniacz", coś szerokiego i zielonego, ale Gold nie zastanawiał się wiele, co to takiego, bo gruchnął w coś twardego i nierównego. Gdyby miał ciało, zapewne byłoby już połamane w takich miejscach, o jakich Gold nie miał pojęcia. A tak skończyło się tylko na łupnięciu, przeturlaniu i zgubieniu po drodze czapki.
- Ja bardzo przepraszam - usłyszał czyjś głos gdzieś w pobliżu. - Nie można tak sobie przelatywać przed kimś jak ktoś sobie idzie. To nie jest autostrada.

~*~

Miałam machnąć jeszcze jeden akapit, ale w sumie 1) po co teraz, jak można później, 2) nie chce mi się. Wybaczcie, że tyle to trwało, ale dzisiaj miałam już ostatni, najostatniejszy test, więc jak go zdam i jak wreszcie doczekam się jeszcze jednej oceny i to nie będzie trójka, to będzie mój pierwszy beztrójkowy semestr w historii.